Nawigacja

Ciekawe miejsca
opaski

opaski

opaski

opaski -

Pol. - Oczywiście nie mógł wiedzieć, że nie jestem w tej postaci sama. Czułam się mocno poruszona matczyną miłością do tego starca w zniszczonym ubraniu. Uleciałyśmy z przyjętej postaci i w następnej chwili matki już tu nie było. Nasze rozdzielenie było dla mnie bardzo bolesne. - Nie chciałam cię urazić, ojcze - usprawiedliwiałam się - ale postępowałam zgodnie ze wskazówkami. Rozmyślnie użyłam tego terminu. Słowo „wskazówki" ucinało wszelkie dyskusje w naszej rodzinie. Choć przyznaję, że pominięcie, czyje wskazówki wypełniałam, można by uznać za wymigiwanie się od prawdy. - Spójrz na to -

powiedziałam, wskazując morze Angaraków nadciągających we mgle niczym fala przypływu. - Miałem nadzieję, że zgubią się gdzieś po drodze - mruknął ojciec. - Jesteś pewna, że Torak jest z nimi? - Tak, ojcze. Byłam tam, widziałam go. Jego żelazny pawilon znajduje się w samym środku tłumu. - Coś ty zrobiła?! Polgardo, tam jest Torak! Teraz wie, że tu jesteś! Właśnie widziałam Toraka, więc nie miałam ochoty wysłuchiwać zrzędzenia ojca. - Nie denerwuj się, staruszku. Kazano mi to zrobić. Nie ma sposobu, by Torak dowiedział się o mojej obecności. Jest w pawilonie razem

z Zedarem. - Od jak dawna? Z rozmysłem udałam, że inaczej zrozumiałam jego pytanie. - Odkąd opuścił Malloreę. Chyba. Chodźmy zaalarmować Algarów, a potem zjemy śniadanie. Całą noc nie spałam i konam z głodu. Był wyraźnie ciekawy, jakich środków użyłam, aby ukryć się przedTorakiem i Zedarem, ale słowo „śniadanie" jak zwykle podziałało niczym zaklęcie. Wystarczy powiedzieć „jedzenie" lub „piwo", aby zaskarbić sobie niepodzielną uwagę ojca. Po śniadaniu wróciliśmy na mury, aby zobaczyć, jak Torak zaplanował atak na górę Algarów. Zaczęli konwencjonalnie, od miotania głazów na mury, ale ćwierć wieku deszczów odniosło większy skutek

niż ta opaski kanonada. Wyobrażam sobie, jakie to musiało być deprymujące dla załóg obsługujących katapulty. Potem Angarakowie przytoczyli ogromne tarany, co również okazało się tylko stratą sił i czasu, bo brama nie była zamknięta. To musiało wzbudzić podejrzenia angarackich generałów, ponieważ Thullom przypadł w udziale zaszczyt pierwszego ataku. Zawsze gdy angaracka armia natrafiała na jakieś niebezpieczeństwo, wysyłano tam Thullów. Kilka regimentów muskularnych, mało rozgarniętych Thullów rzuciło się przez bramę. Przez chwilę wędrowali po labiryncie przejść, po czym Algarowie i Drasnianie wyłonili się z ukrycia na szczytach muru i

wybili wszystkich co do jednego. Z pewnością oddziały zgromadzone na zewnątrz słyszały dobiegające ze środka wrzaski, ale wolały nie sprawdzać, co się tam dzieje. To było dość okrutne, lecz osobiście nie miałam nic przeciwko temu. Ataki barbarzyńskich sił Toraka nie wywalczą mu dostępu do Twierdzy, a jeśli zamierzał mi się oświadczyć, musiał najpierw dostać się do środka. Nocą Algarowie zbombardowali obóz Angaraków ciałami martwych Thullów. Z nastaniem ponurego świtu przybyła algarska jazda. W czasie marszu na południe podcinała skrzydła armii Toraka, a teraz spokojnie ją otoczyła. Oddziały kwatermistrzowskie dowiedziały

się o tym, gdy tylko wyruszyły na poszukiwanie prowiantu. Torak nie musiał jeść, ale jego armia musiała. Niestety przez następne kilka lat jego żołnierze musieli zadowolić się bardzo skromnymi racjami. Po tygodniu sytuacja ustabilizowała się i uznaliśmy z ojcem, że oblężenie Twierdzy może potrwać długo, a nasza obecność nie ma większego sensu. Postanowiliśmy wrócić na Wyspę Wiatrów. Przedtem odbyłam jednak jeszcze jedną rozmowę z Gelane. - To bardzo podniecające, ciociu Pol - powiedział chłopiec. - Podniecenie szybko mija, Gelane. - Jak długo zwykle trwa oblężenie? - Zazwyczaj kilka lat. - Tak długo? Czy ludziom

-

Nawigacja